poniedziałek, 29 czerwca 2015

Podsumowanie pierwszego półrocza – portfel agresywny i pasywny

Od początku roku kalendarzowego szczegółowo opisuję swoje transakcje zawierane na giełdzie i forex, jako główny temat bloga. Chcę przez to realizować dwa cele: pierwszy to samodoskonalenie się jako spekulant; drugi to pokazanie jak grać, żeby nie zrobić sobie krzywdy finansowej, a jeśli się uda to zarabiać pieniądze. Pod koniec drugiego kwartału czas na kolejne podsumowania zysków i strat. Pierwsze takie zestawienie opublikowałem po I kwartale – teraz za mną już pół roku tego ekshibicjonizmu finansowego. Wszystkie transakcje starałem (i będę się starał) przedstawiać jeszcze przed ich zawarciem lub tuż po, tak żebym z każdej musiał się rozliczyć (niezależnie od osiągniętego efektu). W każdym przepadku (z jednym wyjątkiem) po informacji na blogu można było jeszcze przez co najmniej parę dni zawrzeć przedstawianą transakcję w korzystniejszych cenach. Jedynym odstępstwem była turecka lira i jej chwilowe osłabienie po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów. Kurs w parę godzin później zaczął się umacniać i nie wrócił do poziomu mojego otwarcia. Sytuację tą opisywałem we wcześniejszym poście. Tak więc wszystkie transakcje z I i II kwartału znajdują swoje podsumowania w tabelach poniżej.

Czy przedstawione poniżej zestawienia to sukces czy porażka? Czy kwoty są małe czy duże? Oczywiście to pojęcia względne, zależne od wielkości kapitału oraz punktu odniesienia. W moim przypadku wielkość zajmowanych pozycji wynika z analizy ryzyka i akceptowalnej przez mnie potencjalnej straty oraz kilku innych zasad zasygnalizowanych poniżej. Na kwoty ma także wpływ wysokość przychodów uzyskiwana z lokat i pożyczek. Przykładowo jednym z moich wentylów bezpieczeństwa jest założenie maksymalnej możliwej rocznej straty na „giełdzie” nie wyższej niż przychody z lokat (w najgorszym razie wyjdę na „0”). Dlatego też lubię posługiwać się dźwignią finansową. Dzięki temu przy tym samym poziomie ryzyka dużo więcej środków może pracować w bezpieczny sposób (patrz wpis o dźwigni). Kolejnym ważnym założeniem jest stosunek wielkości zarządzanego kapitału pasywnego (lokaty, pożyczki itp.) do akcyjnego oraz forex (dźwignia finansowa). Portfel akcyjny jest kilkukrotnie mniejszy niż pasywny, a najbardziej ryzykowny (forex) jest z kolei kilkukrotnie mniejszy niż akcyjny. Końcowy roczny wynik finansowy będzie sumą wszystkich opisywanych grup ryzyka.

Wracając do spekulacji możemy się zastanowić nad oceną przedstawianych tu wyników. Oceny są potrzebne żeby stwierdzić czy to co robimy ma sens, czy poświęcony czas jest adekwatny do wyników i czy np. nie wpadamy w szpony hazardu pod przykrywką „inwestowania". Jako „benchmark” możemy sobie pół żartem pół serio przyjąć następujące kryteria:

  1. Przeciętne średnie wynagrodzenie miesięczne w Polsce wynosi ok. 4.000 zł brutto („do ręki” około 2850 zł). Jeżeli będę w stanie zarabiać tyle lub więcej, to niewątpliwie warto to robić. Zwłaszcza, że na grę spekulacyjną poświęcam dużo mniej czasu niż na potencjalny etat.
  2. Transakcje na GPW możemy procentowo odnosić do np. do WIG20, WIG30 lub WIG80 itp.
  3. Transakcje na forex… nie mam jeszcze pomysłu do czego odnosić.
  4. Ciekawym „benchmarkiem” będzie także procentowa relacja zysku/straty w odniesieniu do całości inwestowanej kwoty. Wynik procentowy obrazuje skuteczność danej strategii/osoby niezależnie od inwestowanych kwot (choć czym większe sumy tym większy destruktywny udział psychiki w podejmowanych decyzjach).
Całkowitą kwotą, którą operuję w portfelu agresywnym, to ok. 150 tys. złotych, z czego w akcję mogę zaangażować do 100%, a w forex (depozyty i max strata) ok. 10 - 15% tej kwoty (czyli ok. 20 tys. złotych). Dodatkowo mam własne ograniczania związane ryzykiem straty na poszczególnych pozycjach. Dlatego też np. sprzedawałem akcje Synthosu, żeby zająć ciekawszą (wg mnie) pozycję na forex. Po zamknięciu jej znowu mogłem zakupić akcje dobrze rokującej spółki, choć w mniejszej ilości, gdyż niekorzystnie rozwinęła się sytuacja na parze złoto – platyna. Takie wypracowane latami osiołkowe zasady. Warto o tym przynajmniej wspomnieć, gdyż właśnie tego typu aspekty decydują o końcowym sukcesie lub porażce. Większość osób skupia się na znalezieniu „systemu” do otwierania pozycji, a wg mnie jest to najmniej istotne. 

Zaczynamy od GPW i polskich akcji – pozycje zamknięte:



Generalnie starałem się wybierać spółki pod (ciągle nie nadchodząca) potencjalną hossę. Czas weryfikował te założenia i z JSW czy PKO BP raczej pożegnałem się na dobre. Na dłuższy czas trafiły do portfela dwie spółki: Synthos i Netia. W założeniu mają być odpowiednikiem dobrej lokaty – krótki opis w dalszej części wpisu. Warto zwrócić uwagę, że dzięki odpowiednim zasadom prowadzenia i zamykania pozycji na JSW i PKO BP został też wypracowany jakiś zysk mimo tego, że są one cały czas w trendzie spadkowym (ich notowania są dużo niżej, niż przy otwieraniu pozycji). Oczywiście jest pewnie wiele innych spółek ciekawych lub lepszych, ale ja nie jestem w stanie ich wszystkich analizować. Dotyczy to także rynku forex. Również za duża liczba otwartych na raz transakcji także nie wpływa pozytywnie na moją końcową skuteczność.

Forex - pozycje zamknięte:



Jak już wcześniej pisałem nie jestem daytraderem. Staram się kłaść nacisk na jakość, a nie na ilość (z wiekiem już tak się robi:). Wszystkie zagrania opisywałem dość szczegółowo we wcześniejszych postach, więc poza wynikami nie będę się szerzej rozpisywał. Warto zwrócić uwagę na wielkość depozytów na poszczególnych pozycjach. W kolejnym półroczu będę starał się wynajdywać kolejne ciekawe okazje (być może naturlal gas i kakao będą znowu w grze).

GPW – pozycje otwarte:



Do portfela trafiły Synthos i Netia. Obie spółki regularnie wypłacają dywidendę lepszą niż lokaty, mają szansę dalszego rozwoju i wydają się w miarę odporne na lokalne zawirowania polityczno-ekonomiczne. Oczywiście jak będzie w praktyce czas pokaże.

Forex – pozycje otwarte:



Cały czas utrzymuję otwartą w marcu arbitrażową pozycję złoto-platyna. Gdyby nie dobre wyniki na pozostałych instrumentach byłbym zmuszony ją zamknąć. Jak pisałem wcześniej popełniłem tutaj dwa błędy. Gdybym lepiej przeanalizował „historyczność” tej anomalii (złoto droższe od platyny), to powinienem poczekać na większą różnicę cenową pomiędzy tymi instrumentami. Drugim błędem było zajęcie zbyt dużej pozycji. Tak czy inaczej jest to mój pierwszy tego typu eksperyment polegający na długoterminowym otwarciu pozycji przeciwstawnych. Zobaczymy czy moja decyzja o kontynuacji będzie zakończona sukcesem czy porażką.

Portfel pasywny: 



Dzięki wcześniejszym wynajdowaniu dobrych ofert lokat uzyskiwane oprocentowanie jest dwukrotnie wyższe od standardowych stawek w większości banków. Przy małych kwotach nie ma to znaczenia. Natomiast jeżeli wysokość odsetek wynosi np. 10 tys. złotych to taka zabawa z lokatami przynosi drugie 10 tys. złotych dodatkowego dochodu zabezpieczonego BFG (za parę godzin pracy). Miło się też zachował SK Bank, który obniżył znacznie oprocentowanie lokat (w tym rentierskich), ale tylko w stosunku do nowo zakładanych. Moje cały czas pracują powyżej 4% rocznie.

Benchmarki:

W tabeli zebrałem kilka powyżej opisywanych wskaźników giełdowych oraz moje wyniki w odniesieniu do pozycji zamkniętych (brutto; oraz po odjęciu podatku giełdowego). Dodatkowo przedstawione są dochody „giełdowe” w odniesieniu do przeciętnego wynagrodzenia – suma z zamkniętych pozycji oraz z uwzględnieniem pozycji otwartych podzielona przez 6 (miesięcy).



Jak na razie z pierwszego półrocza jestem zadowolony, choć wiadomo fortuna na pstrym koniu jeździ. Czy drugie pół będzie równie dobre czas pokaże, a o sukcesie czy porażce będzie można tak naprawdę mówić w posumowaniu po zakończeniu roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz